Zrelaksuj się i uwolnij moc Open Source
Artykuł gościnny autorstwa Markusa Feilnera.
Jako użytkownik Linuksa i oprogramowania Open Source (OSS) od 1994 roku, widziałem ciężkie czasy, zwłaszcza we wczesnych latach - z niewspieranym sprzętem lub projektami oprogramowania, które utknęły w martwym punkcie. Ale korzyści zawsze przeważały nad problemami. Przez 30 lat pracy w IT, używając Linuksa i Open Source, nie musiałem przejmować się wirusami, ransomware czy korporacjami podejmującymi dziwne decyzje. Ale jest więcej dobrych powodów, dla których powinieneś przejść na Open Source, zwłaszcza że dystrybucje desktopowe Linuksa i alternatywy Open Source, które mogą zastąpić rozwiązania własnościowe, tak bardzo dojrzały
Ostatnio, pracując dla jednego z moich klientów, zastanawiałem się nad swoim stosunkiem do oprogramowania Open Source. W przeszłości nie miałem problemu z pracą na urządzeniach Apple lub Windows. Nie jestem w tym religijny, pracowałem z produktami Adobe czy Microsoft Exchange, choć zawsze wybierałem inaczej, gdy tylko mogłem. Dla mnie, być może z powodu braku dobrze znanych, wygodnych funkcji, systemy własnościowe zawsze sprawiały wrażenie, jakby ktoś przywiązał mi rękę do pleców, podczas gdy ktoś inny mówił mi, jak mam wykonywać swoją pracę.
Na początku tego roku musiałem pracować z Office 365 - po raz pierwszy, wierzcie lub nie - i znów miałem dokładnie to zrzędliwe uczucie - mimo że większość rzeczy działała zgodnie z oczekiwaniami. Ale było kilka małych funkcji, które mnie irytowały. Brakujące środkowe kliknięcie tutaj, dobrze ukryte “wklej to bez formatowania” lub podobne.
W tym samym czasie mój domowy pulpit (działający pod Linuksem, openSUSE Tumbleweed z KDE) wykazywał pewne zabawne zachowanie. Zawsze ceniłem sobie kilka monitorów do pracy. Dzięki nowoczesnym chipsetom Ryzen i ich technologii “Eyefinitiy”, obecnie używam 3 zewnętrznych monitorów, plus jeden wbudowany w mojego laptopa. Ale nagle, w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, zaczęła się dziwna “impreza”: stacja dokująca łącząca monitory wydawała się rozwijać trochę “Tech Alzheimer” i ciągle zapominała identyfikatorów monitorów. Zimne restarty i odłączanie zasilania mogły to naprawić, a skrypt dla narzędzia wiersza poleceń konfigurującego ekrany pomógł (https://mastodon.cloud/web/statuses/109604106281660156) - podejrzewałem, że błędy w kodzie jądra Linuksa również były istotne - nigdy tego nie sprawdziłem, ponieważ aktualizacje jądra pojawiają się co drugi dzień, jak zwykle “Naprawią to, a moje obejście będzie przestarzałe”, powiedziałem sobie. “Po prostu poczekaj”. I dokładnie tak się stało.
relax and Unleash the Power of Open Source - zrzut ekranu](/img/posts/23-03-20_PL_relax_and_unleash_the_power-screenshot.jpg)
Rysunek 1: I znowu deweloperzy OSS naprawili mój problem z dnia na dzień, bez mojej pomocy czy skargi: Narzędzie ustawień monitora KDE otrzymało priorytet.
Wciąż jednak jeden z problemów pozostawał nierozwiązany: Mój ulubiony, “podstawowy” monitor nie był zapamiętywany przez mojego laptopa z Linuksem. Po każdym restarcie musiałem ręcznie przypisywać główny monitor (ten, który miałem przed sobą). Jednak zaledwie kilka dni później na mój pulpit wkradła się nowa funkcja: deweloperzy Open Source z projektu KDE dodali zwięzłe ustawienie priorytetu (rozwijane menu z monitorami), które całkowicie rozwiązało mój problem - wraz z przełącznikiem “tylko dla tej konfiguracji”. Od tego czasu loteria monitorowa się skończyła. I nie musiałem się martwić o wersje, aktualizacje czy inne pierdoły. To się po prostu dzieje. Problemy zostały rozwiązane. To jest społeczność. Dziękuję KDE, dziękuję SUSE!
Wracając do Office 365 moich klientów, zdałem sobie sprawę z zupełnie różnych wrażeń, jakie te doświadczenia (MS 365 i problem z monitorem) we mnie zaszczepiły, w szczególności jak uczucie związane z “OK, to nie działa zgodnie z oczekiwaniami” różniło się między oprogramowaniem własnościowym a oprogramowaniem Open Source.
Tak, jestem tu oczywiście stronniczy i oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że błędy występują zarówno w oprogramowaniu Open Source, jak i własnościowym. Jednak: kiedy używam OSS, “noszę” inny sposób myślenia, moje oczekiwania są “łagodniejsze”, ponieważ wiem, że mogę to naprawić i że ktoś to wkrótce naprawi - może nawet ktoś, kogo znam lub spotkałem na geekowej konferencji open source lub w barze hotelowym. Microsoft czy inne duże korporacje zwykle nie naprawią mojej drobnej złości, a w swojej karierze spotkałem kilku architektów i wielu ludzi od marketingu i PR, ale nigdy programistę np. interfejsu użytkownika. Ta różnica nie jest również czymś, co może naprawić marketing lub projektowanie produktów w amerykańskich korporacjach.
Użytkownicy Open Source znajdą się w znacznie bardziej komfortowej sytuacji. Wiele społeczności Open Source pomaga i łata z niesamowitą prędkością, wiele z nich nie dla zysku, ale z pasji. Kiedy mam do czynienia z oprogramowaniem własnościowym, moje oczekiwania stały się tak niskie, że moje nastawienie staje się złe, a moja podświadomość kończy na bardzo, bardzo, niskim i ukrytym gniewie, prawie dąsając się. Zupełnie jakby diabeł siedział mi na ramieniu. I za każdym razem, gdy coś idzie nie tak, część mnie obwinia sprzedawcę za błąd, pozostawiając to niesprawiedliwe i stronnicze uczucie “to jest do bani” na moim pomarszczonym czole.
Wiem, że to niesprawiedliwe oczekiwać takiej samej szybkości i jakości od prawnie zastrzeżonych dostawców i wiem, że po prawie 30 latach pracy z OSS, Uniksem i Linuksem jestem nieobiektywny. Rozumiem też, że jeśli nie miałeś takich samych doświadczeń z Open Source, prawdopodobnie czujesz to samo, kochając Apple lub Microsoft i obwiniając OSS za ich niedociągnięcia. To tylko kolejny mały diabełek siedzący na ramieniu, może w białym kolorze z zaokrąglonymi krawędziami.
Z mojego partyzanckiego punktu widzenia nigdy nie wróciłbym do firm, które rozwijają oprogramowanie w starym stylu, o zamkniętym kodzie źródłowym, bez ciągłych wydań, które nie używają narzędzi takich jak serwer kompilacji i ciągłe wdrażanie. I nie mógłbym zaakceptować odpowiedzi takich jak ta, którą kiedyś usłyszałem od australijskiego sprzedawcy na temat problemu z niemieckim umlautem: “Nie naprawimy, wasza społeczność językowa jest zbyt mała”.
W przypadku produktów Open Source nie ma oczywistego kozła ofiarnego jak w “blameware” (ukułem ten termin w Linux-Magazin-Blog dekadę temu). Nie ma kozła ofiarnego Microsoftu, Apple czy Atlassian, którego można by obwiniać za to, że coś nie działa - ponieważ “my” moglibyśmy to naprawić razem. Jednak odpowiedź “Cóż, śmiało i zmień to, kod jest tam” może być zarówno rozbrajająca, jak i frustrująca - zwłaszcza gdy nie jesteś programistą - ja nie jestem. Ale jest też wiele takich sytuacji, w których czuję się komfortowo “Och, wkrótce to naprawią, na pewno nie jestem jedyny, a jeśli tak, to poproszę o pomoc na liście mailingowej” To ostatnie jest również wkładem społeczności w OSS, nie zapominajmy. Właśnie to zrobiłem i opublikowałem mały skrypt, który naprawia problem z bluetooth. Robienie tego przychodzi mi naturalnie. Oczywiście w międzyczasie ktoś rozwiązał problem, jakiś programista, którego nie znam - albo ktoś, kogo znam, ale o kim nie wiem.
I: Z każdym uporczywym błędem, który próbujesz sam naprawić, uczysz się. Staniesz się lepszy za każdym razem, gdy to zrobisz. Nie staniesz się lepszy tylko dlatego, że uaktualnisz system do Windows 11, nowego iPhone’a lub kolejnego urządzenia z Androidem. Oczywiście mówimy o różnych krzywych uczenia się, jedna z nich jest szybka, ale zdobyta wiedza pozostaje niewielka, druga jest zrównoważona, wspiera wiedzę i pomaga użytkownikom uczyć się i pomagać sobie.
Jednak wszystko sprowadza się do uczuć. Bezpieczeństwo to uczucie, które ma administrator, gdy wieczorem wychodzi z pracy, przekonany, że wszystko jest w porządku. Nieobiektywny czy nie, nigdy nie miałem tego uczucia na Windowsie czy Exchange. Moja rozbieżność z urządzeniami Apple polegała na tym, że zawsze czułem się zmuszony do robienia rzeczy w sposób, w jaki chciał tego jakiś hipster z Cupertino - chyba nigdy nie lubiłem nieuzasadnionych autorytetów. Wiem, że nie każda dystrybucja Linuksa i narzędzie Open Source działa tak, jak oczekiwaliby tego użytkownicy Windowsa czy Apple - ale moje odczucia są inne: to relaks, wolność, społeczność. I wiem, że jest więcej ludzi, którzy myślą w ten sposób.
Aha, jeszcze jedno: wybór. Kiedy pracuję z narzędziami Open Source, jakaś część mnie mówi mi, że to jest to, co dostaję z powodu mojej wolności wyboru i z powodu wyborów, których dokonałem. Pracowałem dla SUSE Linux, pracuję dla owncloud, a dwóch moich klientów dostarcza alternatywy dla najbardziej potrzebnych narzędzi biurowych: Bluespice Mediawiki może zastąpić Confluence, a grommunio zastępuje Microsoft Exchange. Wszystkie cztery są prawdziwym open source.
Ale dlaczego piszę to na blogu grommunio? Ponieważ to oprogramowanie do pracy grupowej wydaje się pomostem między dwoma światami: jest jednocześnie zbudowane na wielu standardowych, niezawodnych i sprawdzonych narzędziach, z których korzystają miliony ludzi, oraz w nowoczesnym, otwartym stylu rozwoju, w którym usługa kompilacji udostępnia grommunio każdemu klientowi.
Osoby, które potrzebują Outlooka, ale nie chcą Exchange (lub nie mogą ze względu na zgodność lub zasady ochrony danych), powinny naprawdę spróbować tego rozwiązania. Otrzymasz poczucie Open Source, z Dovecot, Postfix i wieloma innymi - a jeśli chcesz, możesz zachować narzędzia, które znasz. Takie jak Outlook. Ale kto by tego chciał, jeśli ma Thunderbirda lub KDE Kontact? Aha, i Outlook nie działa na Linuksie, ale grommunio-Desktop-Client działa, dzięki frameworkowi Open Source Electron.
markus Feilner](/img/posts/Markus_Feilner-photo_450x450.jpg)
Autor Markus Feilner jest konsultantem ds. strategii open source z Regensburga. Pracuje z Linuksem od 1994 roku, był zastępcą redaktora naczelnego Linux-Magazin i specjalizuje się w OSI Layer 8, 9 i 10 w swojej firmie Feilner-IT.